Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia budzicie się w całkowicie obcym miejscu, z zupełną pustką w głowie, nie mając pojęcia kim jesteście. Rozglądacie się - przed waszymi oczami staje nastoletnia dziewczyna z ogromnym karabinem snajperskim i oznajmia, że nie żyjecie. Jakby tego było mało, nakazuje rozpocząć walkę przeciwko drobnej, białowłosej dziewczynce, będącej rzekomo Aniołem, a zarazem waszym śmiertelnym wrogiem. Brzmi absurdalnie? Cóż, Otonashi Yuzuru prawdopodobnie pomyślał to samo. Dziewczyna z karabinem - Nakamura Yuri, okazuje się jednak być osobą bardzo sympatyczną i skorą do udzielenia pomocy naszemu zdezorientowanemu bohaterowi. Chcąc nie chcąc, Otonashi musi przystosować się do życia w nowym, przedziwnym świecie, w czym pomagać będą mu właśnie Yuri i jej kompani. Oczywiście dużą rolę odgrywać będzie również białowłosa Anielica - Tachibana Kanade.
Dosłownie 10 min temu skończyłam oglądać to anime i wciąż nie mogę się otrząsnąć. Opowiada ono naprawdę niezwykłe historie. Nie opisałam ich tu wszystkich, bo zajęłoby to zbyt dużo miejsca i nie wszystkim chciałoby się to czytać. Najbardziej urzekła mnie historia Yui, która całe życie była sparaliżowana, a zniknęła, gdy jeden z chłopaków jej się oświadczył i obiecał, że będzie się nią opiekować bez względu na wszystko. Przyznaję się bez bicia, że płakałam jak głupia w tym momencie. Z resztą historia głównego bohatera też była wspaniała i smutna. Anime pokazuje, że trzeba korzystać z życia póki je mamy. Nie można się przejmować błahostkami i trzeba znaleźć sens swojego życia. Opening jest ślicznie zrobiony, jeden z lepszych, sama muzyka w anime jest genialna. Bardzo fajny jest motyw z zespołem założonym przez członków organizacji. Jest to prawdziwy wyciskacz łez, żadna osoba, którą znam mu się ni oparła. Ja się zakochałam. To trzeba po prostu zobaczyć.
Ocena:
Fabuła: 9/10
Postacie: 10/10
Kreska: 8/10
Muzyka: 10/10
Ogólnie: 9/10
Uwagi dodatkowe:
Brak.